
Wspaniały artykuł ze strony Włodka Fenrycha >>link w tytule<<
W Kyōto lub w Osaka można czasem zobaczyć na moście nad rzeką mnicha w czarnych szatach, w wielkim plecionym kapeluszu osłaniającym twarz, z żebraczą miską w dłoniach. Dlaczego właśnie na moście? Wyjaśnił mi to pewien uliczny muzyk grywający w Kyōto na ulicy w dzielnicy uciech. Otóż jeśli prowadzi się jakąkolwiek działalność przynoszącą dochód na ulicy, trzeba płacić „za opiekę” yakuza – japońskiej mafii. Poszczególne gangi yakuza kontrolują ulice, natomiast mosty nad rzeką nie są na ziemi i są traktowane tradycyjnie jako niczyje, dlatego można na nich żebrać za darmo. Dlatego właśnie mnisi żebrzą na mostach.
Oczywiście pytanie zostało tu sztucznie zawężone, bo przecież niemniej ciekawe jest – dlaczego oni w ogóle żebrzą? Nie mogliby się wziąć do pracy? Albo inaczej sformułowane: dlaczego oni ciągle żebrzą? W średniowieczu były zakony żebracze również w Europie, byli franciszkanie i dominikanie, ale dziś? Czyż nie poczyniliśmy postępu? Gdyby współczesnego dominikanina zapytać dlaczego nie żebrze, to by się pewnie popukał w głowę. A tymczasem mnisi zen żebrali w średniowieczu i żebrzą dziś, i to wcale nie tylko na mostach, ale chodzą od domu do domu, recytują sutry i proszą o jałmużnę. W dodatku uważają żebranie za bardzo ważną praktykę, jeden z filarów zen. Dlaczego? Wyjście na takuhatsu.
Bo nauka zen nie polega na podawaniu jakichś informacji do wierzenia, ale na stawianiu uczącego się w specyficznych sytuacjach, na które ten musi zareagować i w ten sposób kształtuje postawę życiową. Bo w zen nie chodzi o to, by się czegoś nauczyć na pamięć, ale by w nowy sposób spojrzeć na życie. Po japońsku to nowe spojrzenie nazywa się zwykle „kenshō” czyli przebudzeniem. Prowadzić do takiego „kenshō” ma praktyka, której składowymi częściami jest „zazen”, czyli siedzenie w skupieniu, „samu”, czyli praca, oraz „takuhatsu”, czyli żebranie.
W zachodniej literaturze przytaczane bywa powiedzenie pewnego średniowiecznego mnicha, że „zen to rąbanie drew i noszenie wody”, Zdanie to, wyrwane z kontekstu (adresowane było do słuchaczy, którzy nieproporcjonalnie wielką wagę przywiązywali do innych rzeczy), daje obraz fałszywy. W klasztorach zen panuje ścisła dyscyplina, nie jest to miejsce dla miękkich. Po pierwsze – siedzenie w skupieniu to wcale nie leniuchowanie. Jest to siedzenie w lotosie, lub przynajmniej pół-lotosie, przez kilka godzin dziennie. Dla osoby nieprzyzwyczajonej wysiedzenie nawet jednej godziny w tej pozycji jest torturą. Po kilku tygodniach praktyki kolana się przyzwyczają, ale najpierw trzeba przejść te kilka tygodni. Nie dla miękkich. Potem ból mija, ale przychodzą inne efekty medytacji, na przykład spojrzenie we własną przeszłość, co dla niektórych jest jeszcze trudniejsze do zniesienia. To naprawdę nie jest dla miękkich. Ale celem zen nie jest wpatrywanie się w siebie, ale dostrzeżenie Rzeczywistości Nie z Tego Świata. Nie debatowanie o tym jaka ta Rzeczywistość może być, tylko dostrzeżenie jej. Mnisi zen twierdzą, że jest to możliwe, jeśli przekroczy się pewne psychiczne bariery. Należą do nich lenistwo i zarozumialstwo (czyli po staropolsku pycha).
W klasztorach zen nie ma miejsca dla darmozjadów. Podobno w czasach, kiedy zakon zen formował się w Chinach (w VIII w.n.e.), w klasztorach innych zakonów mnisi wykonywali skomplikowane obrzędy i czytali święte księgi obsługiwani przez okolicznych chłopów. W klasztorach zen jest to niedopuszczalne, wszyscy muszą pracować, myć podłogi, pielić ogródki. Nie ma wyjątków, robią to również opaci. W każdym klasztorze zen podłogi są wyświecone na wysoki połysk, a ogródki utrzymane nieskazitelnie.
Sala medytacji w klasztorze zen.Bardzo łatwo jest tak medytując (zwłaszcza jeśli przeszło się ten okres bólu w kolanach i wykazało, że się nie jest miękkim) pomyśleć, że się jest lepszym od ludzi, którzy pozostali w świecie i gonią za pieniędzmi. Taka myśl jest trucizną, ale nauka zen ma na to odtrutkę. Nie jest nią powtarzanie mnichom „nie będziesz zarozumiały”, tylko stworzenie sytuacji, w której mnich jest na utrzymaniu tych, co pozostali w świecie. Dlatego „takuhatsu”, czyli żebranie, jest takie ważne. Ale jest jeszcze inny powód żebrania: rozpowszechnianie Dobrej Nauki wiodącej do nowego spojrzenia na świat. Chciwość jest jedną z barier psychicznych, bezinteresowne dawanie jest pierwszym krokiem w kierunku Dobrej Nauki. Żebrzący mnisi stawiają potencjalnych dawców w sytuacji, w której ci mogą coś bezinteresownie dać.
W zindywidualizowanym świecie zachodnim religia jest uważana za prywatną sprawę jednostki. W japońskiej wsi, na której skraju stoi klasztor zen, religia jest wysiłkiem zbiorowym. W klasztornej sali medytacji w skupieniu siedzą mnisi, ale mogą tam siedzieć, bo są na utrzymaniu okolicznych chłopów. To mnich osiąga „kenshō”, ale chłop ze wsi ma w tym osiągnięciu swój udział.
0 komentarze:
Prześlij komentarz
chcesz coś dodać?