
W kwietniu 1951 r. Lucien Carr dał Jackowi rolkę papieru teleksowego o długości 120 stóp (36,5 m) - Carr pracował w agencji prasowej UPI. Jack wkręcił końcówkę rolki w maszynę do pisania, łyknął porządną porcję benzydryny (amfetamina) i zaczął stukać w klawisze.
Stukał sześć tygodni, rolka przesuwała się do przodu, a Jack łykał benzydrynę, kimał z rzadka przy stole, tłukł słowa bez ustanku, jednym ciągiem, nie zaznaczając nawet akapitów. Nie robił żadnych poprawek. Nie redagował.
Zatytułował powieść "On the Road" ("W drodze"). Nie sposób czytać jej spokojnie. Czytelnik przyspiesza wraz z akcją, słowa mkną szybciej i szybciej. Wreszcie dostaje zadyszki, przystaje na chwilę, by złapać drugi oddech, i znów zaczyna biec.
Powieść stała się symbolem pokolenia lat 50. nazwanego w Ameryce beat generation. A prorokiem beatników został Jack Kerouac. Jack wędrował po Nowym Jorku z tomami Prousta pod pachą: - Bo ja to naprawdę czytam.
Do jazz clubu Birdland wędrówka zawiodła go 18 października 1951 r. Chciał posłuchać, jak Lee Konitz gra na saksie: - Postanowiłem pisać tak, jak on gra. Zostałem pisarzem bop.
I rzeczywiście: swobodną muzyczną frazę Konitza, szybkie wprowadzanie niezależnych od siebie nut Jack odwzorowywał poprzez rzucenie na papier strumienia słów i kończenie akapitu silnym akcentem.
Tymczasem kolejni wydawcy odrzucali "W drodze". Zdecydował się więc dorobić akapity i wprowadzić do książki "inserty" - ubarwiające narrację kawałki o życiu Neala Cassady'ego. W tym celu ruszył znów do San Francisco, bo tam ciągle Neal żył z Carolyn w dzielnicy Russian Hill.
Wieczorami nagrywał rozmowy z Nealem na magnetofon, by lepiej zrozumieć jego postać. Na początku 1952 r. zorientował się, że inserty stanowią osobną całość, w przyszłości staną się powieścią »Visions of Cody «"

Oto krótki fragment przetłumaczony przeze mnie ukazujący kunszt Kerouac'a.
Jesienią 1951 roku myśli zaczął zaprzątać mi Dean Moriarty, myśli zaprzątał mi Dean Moriarty. Dobry kumpel z czasów kiedy byliśmy "w drodze". Mieszkałem w Nowym Yorku bez grosza przy duszy, ale pragnąłem jechać spotkać się z nim w Kalifornii. Na starej stacji kolejki nadziemnej na skrzyżowaniu trzeciej alei i 47 ulicy, siedzę na jednej z drewnianych zabetonowanych ławek ustawionych wzdłuż muru - portier melduje się stojąc w drzwiach, prawie wszystko pogaszone - w ścianie z surowego drewna dziwne, piękne okno z niebieskimi i czerwonymi witrażami - oświetlone z obu stron dwiema zwykłymi żarówkami - stara wytarta podłoga z desek - całe miejsce drży kiedy nadjeżdża pociąg. Wielki stary brzuchaty piec z metalową grawiurą (nie polerowaną od lat) - przewód kominowy biegnie cztery stopy w górę, następne siedem stóp płasko (wznosząc się lekko), później znowu dwie stopy pionowo w górę, gdzie znika w niezwykłym rzeźbionym suficie, potem biegnie do czegoś w rodzaju komina, któremu wyjątkowy charakter nadaje okrągła osłona z rzeźbionymi otworami - piec ustawiony jest na zabytkowym podeście a podłoga zapada się pod jego ciężarem. Na szczycie muru wzdłuż sufitu biegną przypory (rzeźbione w surowym drewnie) podobne do tych jakie znajdują się w przedsionkach Wiktoriańskich kościołów. Całe to miejsce jest tak brązowe, że nawet światło przybiera w nim odcień brązu, nadając się wybornie na schronienie w melancholijną zimową noc, ukazując mi wizję dawnej zamieci śnieżnej kiedy mój ojciec miał 10 lat (musiało to być około roku "*88*, lub coś koło tego), jak również starego robotnika wyglądającego jak ojciec Deana. Na zewnątrz rozpościera się widok na "alpejskie chatki" - szalone pokrzywione drewniane domy ozdobione sztukaterią. Wieżyczka pogodowa - blady bezkształtny zielonkawy smark, ze śladami od deszczu i śniegu, niegdyś czerwona (teraz nosząca zaledwie cień czerwieni) wieża z piekielnie misterną elewacją - drewno podkładów się rozlazło nie pozwalając na ustalenie ich wieku.
Kartka z książki "PASSING THROUGH": tłumaczył Włodek Fenrych
...natychmiast znaleźliśmy się w Meksyku, to znaczy pomiędzy Indianami na indiańskiej ziemi - pośród zapachów błota, kurczaków, z dodatkiem pyłu z Chihuahua, cytrusowych obierków, koni, słomy, zmęczenia Indian - silny zapach z cantinas, piwo, wilgoć - zapachy z rynku - i widok pięknych starych hiszpańskich kościołów wznoszących się w słońcu ze wszystkimi nieszczęśliwymi i majestatycznymi Mariami Guadelupes i krzyżami i pęknięciami na tynku - O Ti Jean, chcę iść do tego kościoła i zapalić świecę dla taty!
Okay.
A kiedy tam weszliśmy zobaczyliśmy starego człowieka klęczącego w bocznej nawie z ramionami rozpostartymi w pokucie, penitente. Godzinami tak klęczał, stara koszula na grzbiecie, zdeptane buty, kapelusz na kościelnej podłodze, strzępiasta siwa broda. O Ti Jean, co on zrobił że taki smutny? Nie wierzę że ten stary człowiek kiedykolwiek uczynił coś naprawdę złego!
On jest penitente, mówię jej po francusku, on jest grzesznikiem i nie chce by Bóg o nim zapomniał.
Pauvre bonhomme! i nagle widzę kobietę oglądającą się na Ma, myślącą że Ma powiedziała pobercito, ona zresztą właśnie to powiedziała. Ale najbardziej wzruszającym widokiem w starym kościele w Juarez była owinięta szalem kobieta ubrana cała na czarno, bosa, z niemowlęciem w ramionach posuwająca się powoli na kolanach wzdłuż nawy ku ołtarzowi. Cóż tam się stało? moja matka krzyczy zadziwiona, ta biedna mateczka nie zrobiła nic złego!Czy to jej mąż jest w więzieniu? Ona niesie tego niemowlaczka! Dobrze, że wziąłem Ma na tę wyprawę, widzi prawdziwy kościół Ameryki, jeśli nawet nic więcej. Czy ona też jest penitente? Ona go zawinęła zupełnie w kuleczkę w ten swój szal!
Nie wiem dlaczego.
Gdzie jest ksiądz, że jej nie błogosławi? Tu nie ma nikogo, tylko ta biedna mateczka i ten biedny starzec! Czy to kościół Panny Marii?
To jest kościół Marii de Guadelupe. Chłop znalazł szal w Guadelupe w Meksyku z Jej obliczem w tym odbitym tak jak na płótnie które miała kobieta pod krzyżem Jezusa.
To się zdarzyło w Meksyku?
Si.
I oni się modlą do Marii? Ale ta młoda kobieta jest tylko w pół drogi do ołtarza, ona podchodzi powolutku powolutku na kolanach, bardzo spokojnie. I mówisz, że ci dobrzy ludzie to INDIANIE?
Oui - Indianie tak jak amerykańscy Indianie, tylko tu Hiszpanie ich nie wyniszczyli (po francusku) Ici les Espaniols sont marie avec les Indiens.
Pouvre monde! Oni wierzą w Boga tak samo jak my. Nie wiedziałam tego, Ti Jean. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego! Cicho podeszliśmy do ołtarza i zapaliliśmy świece, wrzuciliśmy grosiki do kościelnej skarbony żeby zwrócić za wosk. Ma pomodliła się do Boga i uczyniła znak krzyża. Pustynia Chihuahua wdmuchiwała pył do kościoła. Mała mateczka ciągle się posuwała na kolanach z dzieckiem spokojnie śpiącym w jej ramionach. Oczy Memere zaszły łzami. Teraz zrozumiała Meksyk i dlaczego ja tu tak często przyjeżdżałem pomimo że dostawałem dezynterii albo chudłem albo blado wyglądałem. C'est du monde qu'il ont du coeur, szepnęła, ci ludzie mają serce.
Oui.
Wrzuciła dolara do kościelnej skarbony z nadzieją że to w jakiś sposób będzie coś dobrego. Nigdy nie zapomniała tego popołudnia; tak naprawdę to nawet dziś, po pięciu latach, zawsze dodaje modlitwę za małą mateczkę z dzieckiem podchodzącą do ołtarza na kolanach: Coś było nie tak w jej życiu, jej mąż, a może jej niemowlę chore - nigdy się nie dowiemy - ale zawsze będę się modlić za tę małą kobietę. Ti Jean, zabrałeś mnie tam i pokazałeś mi coś, w co bym nie uwierzyła że mogłabym zobaczyć.

Po latach, gdy spotkałem Czcigodną Matkę w klasztorze Benedyktynek w Betlejem, gdy rozmawiając z nią przez drewnianą kratę opowiedziałem jej to - ona płakała...
A w międzyczasie starzec Penitente wciąż tam klęczał z rozpostartymi ramionami, wszyscy wasi Zapatowie i Castrowie przychodzą i odchodzą, ale Stara Pokuta tam jeszcze jest i zawsze będzie, tak jak Stary Człowiek Coyotl w górach Nawahów i Mescalerów na północy:
Wódz Szalony Koń patrzy na północ
w oczach łzy
spada pierwszy śnieg.
* * *
Geronimo płacze
bez kucyka
z kocem.
masz jakieś ebooki kerousaca?
OdpowiedzUsuńwłaśnie Aloha mnie nakierunkował na ta książke ale nie mogłem jej znaleźć ;]
wygląda na bardzo chaotyczny ten styl. nie wiem czy przebrne. jak nie- czytam kolejne hessego.
pozdro. czekam na odp ;)
Przeczytaj na początek "w drodze". I stary kup se papierową. Jak ci się nie spodoba to zwracam ci kasę :)
OdpowiedzUsuńPierwszy raz czytałem tą książkę w liceum - wypożyczoną z publicznej biblioteki.Zrobiła na mnie takie wrażenie, że przywłaszczyłem ją sobie na kilka miesięcy. W końcu jednak zwróciłem, ale szybko kupiłem wspaniałe pierwsze wydanie PIW. Teraz obwoluta wisi na ścianie oprawiona. Co do języka to jest to zdecydowanie "najlepiej" napisana książka jaką czytałem. Nie znam osoby w której nie wywołałaby emocji. Można wiele o niej mówić: że naiwna, że bez fabuły, że szalona, ale na pewno jest PRAWDZIWA. Apoteoza wolności a nawet czegoś więcej - czegoś za czym wszyscy tęsknimy.
OdpowiedzUsuńPóźniej przyszły kolejne pozycje: "Podziemni", "PIC", "Wizje Gerarda", "Włóczędzy Dharmy" i na tym niestety koniec. Do tej pory nie ukazały się po polsku inne przekłady. Może kiedyś nauczę się na tyle angielskiego żeby poczytać w oryginale. Powstaje też film na podstawie powieści i choć niezła ekipa się za to zabrała, oczekuję premiery z dużym niepokojem. To bądź co bądź legenda i nie ma w tym słowie odrobiny przesady. Gdybym miał napisać książkę napisał bym "w drodze" i nie zmienił bym ani jednego zdania, niestety Kerouac zrobił to przede mną - cholerny geniusz! Może kiedyś potnę powieść na kawałki i złożę w nową ;)
Ale dosyć wciskania kitu. Naprawdę polecam wszystkim podróżnikom.
jeje
Stary poczciwy Kronopiu hehe, jesli przetlumaczysz wiécej to chwala Ci za to...
OdpowiedzUsuńa jesli postanowisz ten czas spedzic na zyciu w drodze to chwala Ci za to po stokroc wieksza bo anuz przyjdzie Ci "wieksze dziela czynic niz J." Kerouac "bo On juz wNiebowstápil"! Ave:)
Dzięki za dobre słowo :)
OdpowiedzUsuńMasz rację, trzeba mierzyć wysoko ;)Yoooo!